Hejtujący narzeczony

Coś nie wyszło. W ostatniej notce pisałam o tym, że skończyłam poprawianie, ale i tak coś jest nie tak. Ponadto napisałam, że podeślę do przeczytania ten rozdział paru zaufanym osobom. Zrobiłam to. Wynik był taki, że moja praca została zmiażdżona przez… mojego narzeczonego. Wytknął mi błędy, które, gdy się nad wszystkim zastanowiłam, okazały się być tymi, których poszukiwałam. Naprawdę cieszę się, że dałam mu ten rozdział do przeczytania. Jak powiedział: „Jak mam pojechać, to jadę, nawet po tobie i ZWŁASZCZA po tobie. Bo wiem na co cię stać.” Z jednej strony było mi smutno i byłam zła na siebie, że naprawdę podesłałam mu coś takiego do przeczytania, z drugiej strony cieszyłam się, że to właśnie jemu dałam to do przeczytania.

image

Oto uwagi, które wypisałam sobie z wypowiedzi chłopaka. Za dużo powtórzeń, jakieś tam błędy ortograficzne, sztuczne opisy, mało dynamiki i inne temu podobne rzeczy.

Cóż, miałam zacząć nowy rozdział, ale ze względu na okoliczności, ponownie poprawiam pierwszy. Widzicie, jak trudno jest to zrobić? Pewnie nie każdy ma z tym problemy. Pierwszy rozdział musi być wprowadzeniem, musi zaciekawić. Nieprzyjemnie czyta się książki, które rozkręcają się dopiero po stu czy dwustu stronach, a czasem dopiero w drugim tomie. Ja czegoś takiego nie chcę!

Reklamy

4 thoughts on “Hejtujący narzeczony

  1. Czasem trzeba się nad czymś sporo napracować żeby były oczekiwane rezultaty. Uwagi od najbliższych, zwłaszcza te negatywne czasem potrafią zaboleć, ale w gruncie rzeczy mobilizują, bo przecież oni nie chcą nam „dokopać”, ale pomóc ;) Pozdrawiam

  2. Twórczość to trudna sprawa. To, co nas zachwyca, niekoniecznie podoba się innym. A przecież krytyki nikt nie lubi. Dobrze, jeśli robią to osoby, które są nam bliskie. Krytyka z ich ust też nie jest przyjemna, ale przynajmniej nie wpędza nas w czarną dziurę. Ale i tak uważam, że marzenia trzeba realizować, póki starczy sił. Pozdrawiam.

  3. Na studiach miałam zajęcia z creative writting i powiem szczerze – nienawidziłam ich! Wykładowca kazał nam pisać opowiadania po czym oceniał tylko połowę pierwszej strony. To nas nauczyło zwracać uwagę na każde słowo, ale długo bolały jego opinie… Warto mieć pomoc w najbliższych i szczerego krytyka. Zawsze wszystkie ważne prace pisemne odsyłam koleżance – na nią zawsze mogę liczyć. Chociaż czasami jej krytyka jest druzgocząca i potrafię płakać później dwa dni, ale wiem że robi to z myślą o mnie. Zawsze ma rację. A potem ja odpłacam się jej pięknym za nadobne ;)

    • Myślę, że o to właśnie chodzi :) Ja oprócz narzeczonego też mam jeszcze przyjaciółkę, która zawsze
      szczerze powie mi, co myśli, nie owija w bawełnę, a ja to bardzo cenię. W sumie dzięki niej udaje mi się
      dokonczyć tę książkę. Bardzo chętnie czytała każdy rozdział, ale jeśli miała jakąś uwagę, głośno ją wygłaszała.
      Oby jak najwięcej zaufanych osób było wśród każdego pisarza ;)
      Pozdrawiam ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s