Więzień Labiryntu

Nic już nie bedzie takie jak kiedyś.

Pod koniec września obejrzałam film. Dzieciaki biegały po labiryncie i uciekały przed wielkimi, obleśnymi potworami z japami jak u glonojadów i ogonami jak u skorpionów. Jego tytuł? – Więzień Labiryntu. Naprawdę dobry!

Poważnie! Podobał mi się ten film i nie dlatego, że bohaterami było kilkunastu całkiem dobrze wyglądających kolesi. Nie. Po prostu akcja była wartka i dobrze zmontowana. Trochę spokoju i wytchnienia, a zaraz jazda bez kółek. Właśnie takie kino lubię, jeżeli zapomnę o psychologicznych i melodramatycznych filmach. Ale tutaj też było trochę psychologii i dramatu, więc nie mam się czego czepiać, oprócz tego, że oczywiste było, że wszystko zacznie się gmatwać wraz z przybyciem głównego bohatera do Strefy, która była jak District 9 odcięta od świata z labiryntem jak z Czary Ognia. Wszystko w normie.

Działo się to i owo, a na sam koniec chyba każdy, kto nie czytał książki, dostał obuchem w głowę. Bo film jest adaptacją książki o tym samym tytule. I to do tego książki, która jest pierwszą z trzech. Więc możecie sobie dopowiedzieć zakończenie. Ja właśnie nie przeczytałam jej wcześniej i powiem szczerze, trochę mnie zatkało, gdy się okazało, że koniec jest bardziej początkiem niż końcem. Z jednej strony się ucieszyłam, bo prawdopodobnie będę mogła zobaczyć jeszcze więcej, ale z drugiej strony – o, tak mi szkoda tych młodych ludzi.

Film sprawił, że zapragnęłam przeczytać książkę. W zasadzie zadaję sobie pytanie: „Dlaczego wcześniej nie przeczytałam tej trylogii?” Nieistotne. Zakupiłam pierwszy tom wraz z drugim (trzeciego poszukam trochę później) i zaraz po tym, jak otrzymałam paczkę, zaczęłam czytać. Nie powiem, jest duuuuuuuuużo różnic względem filmu. Albo to raczej film bardzo różni się od książki, ale przecież jest to film na podstawie bestsellera, fabuła jest taka sama, różnią się jedynie szczegółami. Jednak im dalej w las, tym te szczegóły okazują się być bardziej znaczące. Jednak ogół i tak stanowi logiczną całość zarówno w filmie, jak i w książce (to oczywiste). Także czuję pełną satysfakcję.

Co prawda, autor nie wykazał się wybitną umiejętnością pisarstwa, według mojego uznania. Pisze raczej przeciętnie, mimo to ciekawie. Wie po prostu, w którym momencie zmienić akcję. Używa prostego słownictwa. Ponieważ bohaterowie są młodzi, ich język nacechowany jest swobodą i jest pełen ichniejszego slangu. Klump, sztamak, purwa – te słowa stają się jakby cechą charakterystyczną tej grupy, Stereferów, i nie tylko główny bohater automatycznie je sobie przyswaja, ja także miałam ochotę mówić: Ty klumpie. Brzmi zabawnie i po prostu mnie rozwala. W filmie tego nie ma. A przynajmniej nie wpadło mi to ani w uszy, ani w oczy. Świeżuch nie jest niczym nadzwyczajnym, dlatego po prostu gdzieś zanika pośród innych słów.

Zastanawiałam się nad tym, czy wolałabym najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć film czy lepiej, że stało się tak, jak się stało. Mam wrażenie, że to drugie. Mam dziwne wrażenie, że miałabym do tego podobny stosunek jak do Miasta kości. Film mi się podobał, ale było sporo zmian i nie za bardzo mi to pasowało. Sądzę, że z Więźniem Labiryntu byłoby podobnie. Film ogólnie spoko, ale te zmiany… a było ich naprawdę mnóstwo. A tak to obejrzałam film bez większej wiedzy i naprawdę jestem zadowolona. Tak samo do książki mam inny stosunek. Oczywiście cały czas pamiętam te różnice, ale jakoś trzeźwiej na nie patrzę. Łatwiej się dystansuję i nawet nie wiem, czy filmowe rozwiązanie nie podoba mi się bardziej.

IMG_2322.JPG

Zwykle właśnie jestem „za” miną bohaterki komiksu, a tym razem naprawdę myślę, że warto było poczekać na film i nie koniecznie gorliwie czytać książkę jeszcze przed pójściem do kina. Chyba pierwszy raz coś takiego odczuwam. Na przykład cieszę się, że najpierw przeczytałam każdą część Harry’ego Pottera, po czym obejrzałam filmy. Tak samo żałuję, że najpierw nie przeczytałam Igrzysk Śmierci. Szkoda, że Trylogia Czarnego Maga nie ma jeszcze swojej ekranizacji. I ponadto cieszę się, że najpierw obejrzałam Więźnia Labiryntu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s